Tańcząc z ciemnością

Właśnie nadchodzi jesienna równonoc. A zaraz po niej czas, w którym przybywa nocy i z dnia na dzień coraz bardziej wchodzimy w ciemność. W naszej cywilizacji ciemność jest deprecjonowana, niepopularna, może nawet być przerażająca dla żyjących w mieście ludzi. Mieszkamy i pracujemy w jasnych, oświetlonych miastach, a zimowy rozkład obowiązków wcale nie chce się skrócić i żaden pracodawca ani szkoła nie biorą pod uwagę tego, że potrzebujemy więcej snu i odpoczynku. Można jednak polubić ciemność i znaleźć w niej ukojenie. Jak oswoić ciemność?

Ciemność przypomniała mi o sobie latem, podczas ostatnich wakacji. Siedziałam sama na plaży – w nocy, w ciemnościach, takich nieoswojonych do końca… Na początku trudno mi się było rozluźnić. Moje ciało skurczone zasiadło pod aksamitnie granatowym niebem, gdzieniegdzie zdobnym w dżety gwiazd. Przede mną falowało morze, racząc mnie widokiem nieco bardziej, hmmm, atłasowej i czarnej faktury. Ciemno, choć oko wykol. Z czasem zaczęłam zanurzać się w ciemnościach, spojrzałam na niebo jeszcze raz, świeżym okiem. I poczułam się cudownie – zupełnie jak za dawnych lat, kiedy jako nastolatka mieszkałam na wsi i często przesiadywałam przed domem nocą, a często spałam pod gołym niebem. Zaczęłam głębiej oddychać, moje ciało rozluźniło się, a ja z chwili na chwilę coraz lepiej czułam się w objęciach wszędobylskiej ciemności. Oddałam się otchłani i ciemności nocy. I zaczęłam ją badać. Przypomniałam sobie też wszystkie moje z nią spotkania i dawne opowieści oraz mądrości zasłyszane od kobiet.

Ciemność jest kobietą

Przychodzimy na świat wprost z ciemności łona. Dla dziecka ta ciemność jest bezpieczna, dlatego też kobiety przez tysiące lat rodziły w czas nocy – przejście do nowego świata nie jest wtedy aż tak drastyczne dla maleństwa. Poza tym brak światła sprzyja uaktywnieniu się najstarszej części mózgu (zwanej gadzim mózgiem), w której zapisana jest stara wiedza na temat rodzenia. Ciało każdej kobiety wie, jak urodzić – dodatkowo sprzyja temu pewien odmienny stan świadomości, niezakłócany przez mówienie. Tak więc ciemność w naturalny sposób towarzyszy naszym początkom w ciele matki i sprzyja przyjściu na ten świat.

Jest jeszcze jeden rodzaj ciemności, z którym kobiety spotykają się co miesiąc, w swoim cyklu menstruacyjnym. Kiedyś miesiączkowały w czas nowiu, a czas płodny przeżywały, kiedy na niebie gościł księżyc w pełni – wtedy też przychodził czas porodu i tak często bywa także dzisiaj. A tych kilka dni przed miesiączką to czas ciemności – tak jak maleje ilość światła księżycowego i nocne niebo kąpie się w większej ciemności, tak na kilka dni przed krwawieniem kobieta wraca do siebie, do swojego wnętrza, do emocji, także tych trudnych. I jeśli jest świadoma, że to ważne, by w ten czas zwracać na siebie uwagę i starać się nie brać na siebie zbyt wielu obciążeń – ma szansę ten swój czas nocy, a więc i odpoczynku, przeżyć w zgodzie ze swoją naturą. A to owocuje lepszym samopoczuciem w czasie pozostałych dni cyklu i lżejszym przechodzeniem przez miesiączkę. Sama miesiączka to czas, gdy nasz organizm się oczyszcza. Cała energia ciała jest więc na kilka dni przed nią skoncentrowana na tym, żeby to, co jest zbędne, niepotrzebne wydalać. I to samo dzieje się na poziomie psychiki.

Bardzo możliwe, że te comiesięczne spotkania z ciemnością mogą pomóc obejmować lęk i zaakceptować nietrwałość życia, przemijanie, starzenie się. I przypomina mi się esencjonalna kobiecość z książki „Biegnąca z wilkami”, którą Clarrisa Pinkola Estes nazywa Życie-Śmierć- Życie, czyli ta, która daje życie i ta, która daje śmierć. Temu, co już nie służy życiu, co przynosi destrukcję i blokuje przepływ. Bo żeby mogło narodzić się to, co nowe, stare musi umrzeć. A żeby mógł nadejść dzień, noc także potrzebuje wypełnić sobą przestrzeń i czas.

Równowaga czerni i bieli

Kilka dni temu wracałam do domu piechotą przez centrum Warszawy. I moją uwagę zwróciły jakości, które tworzą przestrzeń miasta – dużo świateł, hałas, ruch, aktywność, wyższa (niż poza nim) temperatura i dominujące nad wszystkim budynki o fallicznych kształtach. I pomyślałam, że miasto jest bardzo Yang, jakby powiedzieli taoiści, wyznawcy starożytnej chińskiej filozofii. A energia Yang symbolizuje pierwiastek męski: aktywność, dzień, suchość, słońce i ogień. Za to bierność, noc, wilgoć, zimno, wodę oraz księżyc przynależą do energii Yin, która symbolizuje pierwiastek żeński. Tao uważa, że wszechświat to efekt dwubiegunowości, a wzajemne powiązanie między Yin i Yang jest siłą napędową dla wszystkiego, co żyje. Symbolem połączenia zasad Yin i Yang jest koło, podzielone linią w kształcie S na dwie części – czarną i białą, z których każda zawiera w sobie kroplę przeciwieństwa. To oczywiście nie jedyny z systemów, w których harmonia utworzona jest przez zjednoczenie przeciwieństw.

W zachodniej tradycji ciemność łączona jest z czarną barwą i utożsamiana jest głównie ze złem, piekłem, zaświatami. Tymczasem w starych przekazach taką samą wagę nadawano bóstwom solarnym, jak i lunarnym, podobnie czczono niebiańskie, jak i chtoniczne, czyli podziemne siły. Mam zaufanie do takiego postrzegania świata, która obejmuje to, co pozornie nie do pogodzenia i mieści w sobie przeciwieństwa. Ufam, że postaci bogiń i bogów stanowiły swego rodzaju projekcję ludzkich aspektów. I wiem, jak ważne jest objęcie w sobie nie tylko tego, co jasne, miłe, akceptowane, ale też tego, co wyparte i co kryje się w niechcianym Cieniu, jak nazwał Jung poodcinane przez świadomość, zepchnięte w mroki nieświadomości część nas samych…

Mroki biorąc w posiadanie

Kiedy kilka lat temu pożegnałam się z pracą w korporacji, miałam znacznie więcej czasu i jako wolny strzelec, nienormowany czas pracy. Pewnej jesieni pozwoliłam, żeby instynkt sam zaprowadził mnie na spotkanie z ciemnością. Od wielu już lat fascynowały mnie dawne przekazy, w których ten czas symbolizowany był przez postacie bogiń czy bogów, schodzących na kilka miesięcy do podziemi – czyli do siebie, do wnętrza, do środka. Te mity odzwierciedlały porządek natury – tej w świecie zewnętrznym, jak i tej wewnętrznej, psychicznej. I pozwoliłam sobie, żeby w ciągu jesiennych, a także zimowych dni więcej czasu spędzać w domu, pod kocem, w pokoju oświetlonym tylko kilkoma świeczkami. W zupełnym kontraście do szalonych zimowych dni pracy, jakie tak dobrze znałam, które trwały i po dwanaście godzin, nakręcane sztucznym światłem jarzeniówek. Wspominam godziny w półmroku i półśnie bardzo dobrze – jako momenty, które odżywiły i ukoiły duszę oraz ciało, pozwoliły mi zrelaksować się bardzo głęboko i usłyszeć samą siebie. Od tego czasu moje pędzące dotąd ciało bardzo zwolniło, a zimą pozwala sobie na dłuższy sen.

Zupełnie niedawno poznałam medytację Osho, jednego z moich ulubionych nauczycieli. Jego zdaniem ciemność posiada głębię i moc odżywiania, podobnie jak noc, która przynosi ukojenie i pozwala ciału ożywić się przed dniem. Dlatego Osho poleca różne praktyki wchodzenia w wewnętrzną ciemność. A ja polecam praktykowanie ich w czasie, kiedy otulają nas mroki jesieni.

Praktyka – Wkraczanie w ciemność

Skup wzrok na ciemności – nie jak na obiekcie, bo ona wypełnia sobą całą przestrzeń, potrzebujesz po prostu zacząć ją dostrzegać, wchodzić w nią. Po jakimś czasie ciemność zacznie wkradać się do twoich oczu, co pozwoli łatwiej ci w nią wstąpić. Kiedy wykonujesz tę technikę w ciemną noc, miej otwarte oczy, ponieważ wykonując ją z zamkniętymi, doświadczasz innej, nierzeczywistej własnej ciemności. Ta ciemność może wydać ci się negatywną, bo stanowi negatyw światła. Tak bardzo się jej boimy, że aby uchronić się przed jej doświadczaniem, stworzyliśmy sztuczne światło.

Kiedy wpatrujesz się w mrok, dostrzegasz prawdziwą ciemność, ciemność pozytywną. Być może do twoich oczu napłyną łzy, jednak ty wpatruj się w ciemność dalej – kiedy prawdziwa ciemność cię wypełni, podziała na twoje oczy łagodząco. Ciemność ta oczyści cię z twojej negatywnej ciemności i umożliwi ci spotkanie z ciemnością, z jej esencją, co może być wręcz magicznym przeżyciem, zmieniającym całą twoją istotę. Kiedy wejdzie w ciebie ciemność, ty wejdź w nią. Wpatruj się tak przez godzinę w ciemność – to może być twoja medytacja, zasiadaj do niej minimum przez 21 dni, a możesz praktykować przez trzy miesiące.

Nie rób nic, tylko patrz w mrok. Dzięki temu możesz pozbyć się uczucia oddzielenia od innych. Przestaniesz być wyspą, staniesz się tożsama/y z oceanem ciemności. Ciemność przypomina też ocean – nic nie jest chyba tak rozległe i wieczne…

*Opis praktyki wchodzenia w ciemność opracowałam na podstawie książki OSHO „Medytacja. Pierwsza i ostatnia wolność”, Garmond, 2008.

Tekst opublikowany został w e-magazynie „endorfina”.