Wdzięczne ciało

Kiedy moje ciało pełne jest wdzięku? Kiedy czuje się dobrze samo z sobą. Kiedy ja czuję się w nim i z nim dobrze. Kiedy doceniam, jak wiele mogę czuć, doświadczać i zdziałać z tego prostego powodu, że moje ciało jest cały czas ze mną. Zauważyłam, że moje ciało jest gibkie i pełne gracji, bo jestem mu każdego dnia wdzięczna za to wszystko, czego dzięki niemu doświadczam. I wyrażam tę wdzięczność także poprzez dbanie o nie.

Doszłam do tego punktu w moim życiu dwiema drogami. Podczas zajęć w szkole trenerów usłyszałam od trenerki Porozumienie Bez Przemocy, Evy Rambali, takie słowa: „Wyrażanie wdzięczności jest tak samo ważne, jak wyrażanie złości”. To było dla mnie duże odkrycie. Niedługo potem pisałam do jednego z magazynów kobiecych tekst o szczęściu według psychologii pozytywnej. Jej twórca, Martin Seligman, podkreśla, że wyrażanie wdzięczności uświadamia nam, jak dużo dobrego dzieje się w naszym życiu. Dziękując, uczymy się to doceniać. Wdzięczność to również narzędzie umacniające związki, a od jakości relacji z bliskimi zależy nasze poczucie szczęścia. Dziękowanie redukuje stres i podnosi poziom szczęścia. Postanowiłam zacząć praktykę od zalecanego przez psychologów pozytywnych „Dzienniczka wdzięczności”: Co wieczór przed snem, zapisz co najmniej pięć rzeczy, które uszczęśliwiły cię tego dnia i za które jesteś wdzięczna – od pysznego śniadania po ważne spotkanie z przyjacielem. Część z tych rzeczy będzie się być może powtarzać, staraj się jednak zachować świeżość uczuć. Systematycznie przerabiając to ćwiczenie, nauczysz się doceniać w twoim życiu to, co dobre i pozytywne.

Już po niedługim czasie zauważyłam duże zmiany w moim samopoczuciu. Jeszcze większe wrażenie zrobiło na mnie to, jaki efekt wywołał „List wdzięczności”, który z inspiracji ćwiczeniami Seligmana napisałam do mojej mamy. Postanowiłam odczytać go w dzień jej urodzin, które celebrowałyśmy siedząc pod brzózką. Odczytałam mojej mamie słowa wdzięczności za wszystko to, co od niej dostałam w życiu. Łzom i uściskom nie było końca a ja od tej chwili poczułam jeszcze większą bliskość z moją mamą.

Druga ścieżka prowadząca mnie wprost do uczenia się wdzięczności dla mojego ciała to doświadczenia w pracy z kobietami. Przez wiele lat pracowałam jako stylistka, doradczyni do spraw wizerunku. Słuchając wyznań kobiet czy stojąc z nimi przed lustrem, zaczęłam zastanawiać się, jak ich ciała „czują” się, słuchając tych wszystkich inwektyw i niepochlebnych opinii na swój temat. To prawda, ja też kiedyś katowałam się dietą czy patrzyłam z wyrzutem na najmniejszą fałdkę, jednak udało mi się wyjść z tego zaklętego kręgu, kiedy zaczęłam pracować nad poczuciem własnej wartości, zdrowo się odżywiać oraz, co bardzo ważne, pamiętać o relaksie, wypoczynku i sporej dawce ruchu. Moim marzeniem stało się więc podzielenie się z innymi tymi odkryciami i metodami.

Z pewnością żyjąc w naszej kulturze opętanej imperatywem posiadania szczupłego ciała, trudniej cieszyć się nim po prostu za to, że jest. Kiedy jednak uda się popracować nad zmianą niektórych swoich walorów, a inne zaakceptować, ciało wesprze nas i samo zacznie pięknieć. Takie jest moje doświadczenie.
Warto zacząć od pracy nad przekonaniami: co ja tak naprawdę i w głębi siebie myślę na temat mojego ciała, wyglądu? Skąd i od kogo wzięłam sobie te zdania i czy te przekonania nadal mi służą? Może warto zamienić je na bardziej adekwatne do tego, gdzie jestem teraz w życiu? Tę część pracy najlepiej jest przeprowadzić przy wsparciu osób pracujących z przekonaniami. Za to pracę nad obszarami, które proponuję poniżej, sprawdzoną na sobie oraz wypróbowaną podczas warsztatów, zalecam do stosowania samodzielnie. Oraz w parach i podgrupach.

Latający dywan: witaj w świecie zmysłów

W jednym z rozdziałów książki „Biegnąca z wilkami” Clarissa Pinkola Estes pisze o tym, jak często w baśniach latający dywan stawał się wspaniałym symbolem zmysłowych i psychicznych właściwości ciała. To przykład widzenia ciała, który w naszej kulturze jest nie do końca uświadamiany. Bo ciało w stanach głębokiego pobudzenia, cudownych doznań zmysłowych zyskuje moc przenoszenia nas tam, gdzie tylko zechcemy. Wystarczy przypomnieć sobie wspaniałe zapachy lub niezapomniane widoki. Albo dźwięki muzyki. Powrócić do ukochanych smaków. Do odczuć na skórze – promieni słońca, morskiej bryzy. Mogę przenosić się w dowolne miejsca nawet wtedy, kiedy tylko skontaktuję się poprzez zmysły z pamięcią tych doznań. Jeszcze lepiej, kiedy podczas dnia, nawet w pracy, potrafię wyłapywać te cudowne chwile, kiedy odbieram świat poprzez zmysły. Nie mówiąc już o celebrowaniu ich w gronie bliskich, kochanych osób. Im więcej znajduję takich chwil, im więcej z nich przeżywam świadomie, tym większą odczuwam wdzięczność do mojego ciała.

Ciało to instrument, a nie ornament

Czy ciało to nieruchomy i idealny, piękny ornament bez skazy i…życia tętniącego w środku? Nie, ciało to cudowny instrument, który pozwala mi każdego dnia chodzić, mówić, słuchać, biegać, tańczyć, przytulać się i wykonywać wiele innych wspaniałych czynności. Palce u mych dłoni są zwinne i zdolne do wykonania wielu nawet bardzo misternych, działań. Moje stopy noszą całe moje ciało od rana do wieczora, niezależnie od tego czy tylko chodzę, czy postanawiam właśnie udać się na wycieczkę wysoko w góry. Każda część mojego ciała uczestniczy codziennie w moich działaniach i dosłownie wspiera mnie w wykonaniu ich. Każdego dnia dziękuję za to mojemu ciału.

Krew z krwi, kość z kości czyli śladami przodków

Mam mocne brwi po tacie, ale narysowane wysoko, jak na twarzy mojej mamy. Moje oczy są mieszanką kształtu oczu obojga moich rodziców. To, jakie mam włosy, twarz, nogi, dłonie, budowę ciała, wynika bezpośrednio z tego, jak wyglądali moi przodkowie. I ta świadomość buduje mnie, kiedy myślę, że odziedziczyłam moje ciało po kobietach i mężczyznach, z których pochodzę. To daje mi poczucie ciągłości, ukorzenia mnie w świecie, kontaktuje z kobietami i mężczyznami z różnych regionów: góralami, Ukraińcami, Węgrami i pewnie wieloma innymi. Lubię oglądać zdjęcia moich babć i cioć, dziadków oraz wujków i badać je pod kątem tego, czym kto mnie obdarował. I w takich chwilach czuję ogromną wdzięczność – oni wszyscy stanowią zaczątek mojego życia. To, jak wyglądam jest niepowtarzalne, ale moje ciało przechowuje w sobie pamięć o nich wszystkich.

Jestem przepełniona wdzięcznością dla mojego ciała. Staram się każdego dnia mówić mu o tym, dbać o nie, zapewniając mu odpowiednią dawkę ruchu – uwielbiamy tańczyć, choćby tylko pięć minut rano. Pamiętam o odpoczynku. Uwielbiam gotować dla siebie i dla mojego ciała pyszne jedzenie. Pamiętam o tym, że moje ciało lubi pieszczoty – także pieszczotę pachnącej piany czy miękkiego futra zwierzaka, dotyk ciepłej dłoni masażysty. Kiedy mam dużo pracy lub jestem bardziej zmęczona, staram się przynajmniej pamiętać o świadomym, spokojnym i pogłębionym oddechu i tym, żeby być w kontakcie z moim ciałem. I ono docenia moje starania, dając mi siłę i energię. A za moją wdzięczność odwdzięcza mi się…wdziękiem.

Tekst opublikowany w e-magazynie „endorfina”.